sobota, 3 grudnia 2011

Latanie sposobem na życie

Zapracowani, niewyróżniający się z tłumu, wiecznie z kalendarzem pod ręką. Zawsze na początku na ich portalach społecznościowych można znaleźć nowe zdjęcia z różnych miejsc – Paryż, Lizbona, czasem Gdańsk albo Kraków. Wielu zastanawia się, jak to możliwe, przecież jeszcze w piątek byli w pracy.


W piątek do 16 tak, o 19 mieli zaplanowany lot, a o 23 zasypiali w hotelowym pokoju, żeby rano po śniadaniu wyruszyć na podbój miasta. Wyszukiwanie okazji tanich lotów, a potem realizowanie się podczas weekendów to dla coraz większej ilości ludzi sposób na życie. Jak ono wygląda? Kto się na to decyduje i jakim cudem jeszcze nie poszedł z torbami?

Oczywiście życia takiego nie można planować z dnia na dzień. Często taki weekendowy wypad wiąże się z zabukowaniem biletu na rok, czasem dłużej przed odlotem. Chodzi przecież o to, żeby było taniej – pojedyncze miejsca w znanych liniach, np. LOT-u, Lufthansy kosztują grosze. Zawsze można się też zdecydować na tanie linie lotnicze, np. Wizzair – wtedy za każdy bilet zapłacimy kilkadziesiąt złotych. Oszczędzać można również na noclegu – w wielkich europejskich metropoliach, ale i w mniejszych miastach nie brakuje tanich hoteli, czy hosteli, ciekawą alternatywą jest też couchsurfing.

Ile taki wypad może kosztować? Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie „okazje”, to zmieścimy się w kilkuset złotych bez wielkich luksusów, ale też bez wielkich wyrzeczeń. Spokojnie starczy na śniadanie w paryskiej kawiarence przy Montmartre, czy kolację gdzieś w centrum Barcelony – tuż przed lotem powrotnym. A w poniedziałek, czasem wtorek, jak gdyby nigdy nic wrócimy do pracy – zatracimy się w obowiązkach, ale nasze myśli i tak będą krążyły wokół kolejnego weekendu. Trzeba tylko zdążyć zrobić pranie, kupić baterie do aparatu i pamiętać, aby myszoskoczek miał co jeść przed kolejne trzy dni.

Czy taki sposób na życie jest dobry? A właściwie dlaczego nie? To świetna alternatywa dla bezproduktywnych weekendów przed telewizorem z puszką piwa w jednej i orzeszkami w drugiej ręce. Warto, choćby po to, żeby nie narzekać, że weekend znów był taki sam, czyli żaden. Warto dla miejsc, których ci wszyscy, którzy narzekają nie zobaczą. Ba, one nawet im się nie przyśnią! Naprawdę nie trzeba być pilotem, żeby zaliczyć kilkadziesiąt lotów rocznie.


Autor: JustynaPióropolis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz